Śród żywych duchów - Małgorzata Szejnert


Ciężko mi wyrazić jaki ogrom uczuć wzbudziła we mnie ta książka: zaskoczenie, ciekawość, wzruszenie, zdenerwowanie. Ale po kolei... "Śród żywych duchów" to wznowienie książki, która pierwotnie ukazała się w 1990 czyli zaraz po tym jak w Polsce upadł komunizm i zaczęła rodzić się długo oczekiwana demokracja. Książka jest zapisem pracy Małgorzaty Szejnert jakiej dokonała, by dowiedzieć się co stało się z ciałami skazanych na śmierć w więzieniu mokotowskim. Lektura wstrząsająca. Dlaczego zaskoczenie? Bo nie będę nikogo oszukiwać, że interesowałam się tym kawałkiem historii Polski. Ciekawość? Bo wraz z kolejnymi stronami rodziło się coraz większe zainteresowanie tematem. Wzruszenie? Tylko człowiek odarty z jakichkolwiek uczuć może przejść obojętnie wobec tej książki, gdzie dowiadujemy się, że ludzie w kwiecie wieku, którzy w czasie II wojny światowej ryzykowali swoje życie za ojczyznę, po jej zakończeniu zostali zamordowani jak najwięksi zbrodniarze a ich ciała nawet nie mogły spocząć w pokoju. A zdenerwowanie to chyba z poczucia takiej bezsilności że nie można nic już zmienić, że ustrój komunistyczny tak bezwzględnie potraktował tych ludzi. Obecnie odkryto już groby na Powązkach na "Łączce" w tak zwanej Kwaterze "Ł". Prace ekshumacyjne rozpoczęto w 2012 i do dziś naukowcy starają się odkryć tożsamość odnalezionych szczątków. Dlatego książka pani Szejnert jest takim pierwszym krokiem w poznawaniu historii zapomnianych bohaterów i jakże dziwnie się czyta o tym jak autorka szuka informacji, w wielu sytuacjach ma wrażenie, że utknęła i nigdy nie uda jej się poznać prawdy a my już wiemy, że jej praca na marne nie poszła, że to co przypuszczała okazało się prawdą.