Łatwopalni - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Jest źle a myślę, że gorzej nie może być. Dobrze, że istnieje opcja biblioteki, bo jeżeli bym wydała na tą książkę pieniądze to by było mi ich żal. Skuszona opisem na okładce i chęcią przeczytania lekkiej książki wypożyczyłam od razu. Jakież wielkie było moje rozczarowanie. Historia, jakich wiele. Kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością. Czytając losy Jarka i Moniki miałam wrażenie czytać po części taki kolaż z książek Nicholasa Sparksa. Z tą jedynie różnicą, że Sparks piszę historię może i ckliwe, ale ciekawe i zawsze problemy bohaterów są złożone a na kolejnych kartach książki odkrywamy tajemnice bohaterów, by w punkcie kulminacyjnym mogło dojść do happy endu. Tutaj tego mi brak, nie rozumiem zachwytów nad tą książką, dramaty bohaterów są przeciętne i w sumie poznajemy je już po kilkudziesięciu stronach, do tego autorka nie wiem czy niesiona falą nurtu współczesnej literatury erotycznej stara się w bardzo literacki sposób zaprezentować ogień namiętności bohaterów. Na mnie zadziałało to odwrotnie. Jest wielu autorów, którzy miłosne uniesienia potrafi opisać ze smakiem i magią. Tutaj tego brakowało, choć autorka podsycała namiętność Jarka i Moniki bardzo często. Za często, stało się to swoistym przerywnikiem bez potrzeby. Wspomniane przeze mnie dramaty bohaterów, dalece skrywane tajemnice okazują się a i owszem dramatami, ale jak dla mnie stanowią one tło do ciągłego uciekania przez szczęściem Jarka i gonitwą za nim Moniki. Decyzje, które podejmują są niczym praktycznie nieuzasadnione.

Spoglądając na tytuł zastanawiałam się czy autorce chodziło o to, że są oni Łatwopalni, czyli że człowiek jak szczęście jest tak jakby z papieru byle iskierka a może zgasnąć, ale szczerze mówiąc po skończonej lekturze nasunęło mi się skojarzenie jedynie z łatwo rozpalającym się pożądaniem.

Jak dla mnie szkoda nawet tych kilku godzin a zakończenie może i zaskakujące, ale nie wiem czy w dobrym słowa tego znaczeniu?.